
Niekiedy by odwiedzić pewne miejsca miejsca musimy czekać dłużej, niż byśmy chcieli. Nie dlatego, że są daleko, ale dlatego, że najwyraźniej trzeba do nich dotrzeć we właściwym czasie.
Na Podlaski Ogród Botaniczny odwiedziłam w 2020 roku. Ale czekałam na to pięć lat. Dwa razy byłam już naprawdę blisko. Raz zabrakło czasu, innym razem towarzystwo nie podzielało mojego entuzjazmu do zwiedzania ogrodów botanicznych. Pomyślałam wtedy, że widocznie jeszcze nie pora.
Nie przypuszczałam, że kiedy w końcu tam dotrę, będzie 2 lipca – dzień Matki Boskiej Jagodnej, od wieków związany z lasem, ziołami i ludową tradycją.
Pięć lat czekania na Podlaski Ogród Botaniczny
Dwa lata wcześniej byłam już w pobliżu, ale było późno, a do domu pozostawało jeszcze kilkaset kilometrów. Na pocieszenie dostałam krótką wizytę w Ogrodzie Botanicznym w Lublinie i obietnicę, że następnym razem na pewno się uda.
Następny raz rzeczywiście przyszedł już rok później. Tym razem byliśmy na Podlasiu w większym gronie, ale zwiedzanie ogrodów botanicznych nie znajdowało się wysoko na liście marzeń pozostałych uczestników wyprawy. Nawet nie pytałam, czy możemy tam pojechać.
Któregoś dnia, mniej więcej w połowie podróży, usłyszałam od męża: „To co? Odłączamy się na chwilę od reszty. Do tego ogrodu, który tak chciałaś zobaczyć, już niedaleko.” Nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać.
A potem okazało się, że owo „niedaleko” oznacza około stu kilometrów. Najczęściej bez asfaltu. Polne drogi, kocie łby, piach i ciężki motocykl. Czułam, jak koła ślizgają się na kamieniach przykrytych warstwą piasku. Do tego potworny upał. Przez chwilę naprawdę zastanawiałam się, po co mi to było.
Dzięki umiejętnościom mojego kierowcy dotarliśmy cało około południa. Usiadłam na ławce przed wejściem, żeby dojść do siebie. Mąż oznajmił, że do ogrodu nawet nie wchodzi, idzie do karczmy napić się czegoś zimnego i daje mi tyle czasu, ile będę potrzebowała. Mogłam się nie spieszyć.
Zmieniłam ciężkie buty motocyklowe na lekkie sandały i ruszyłam w stronę wejścia.

Dlaczego 2 lipca nazywano dniem Matki Boskiej Jagodnej?
Przy kasie i w kasie było pusto, brama stała otworem. Nie bardzo wiedziałam, co robić. Po chwili podszedł do mnie pracownik ogrodu i powiedział: „Dzisiaj Matki Boskiej Jagodnej. Wejście bez biletów.” Nawet nie wiedziałam wtedy, ze jest takie święto…
Matka Boska Jagodna to ludowa nazwa dawnego święta Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, obchodzonego przez stulecia 2 lipca. W tradycji ludowej był to moment szczególny – czas dojrzewania pierwszych letnich owoców lasu i rozpoczęcia zbiorów jagód. W wielu regionach wierzono, że dopiero od tego dnia można je bezpiecznie zbierać. To również czas, który w tradycji ludowej łączył się z szacunkiem do lasu i jego darów – zioła, jagody i rośliny lecznicze zaczynały wtedy swój pełny sezon.
Tego zupełnie się nie spodziewałam
Przypomniałam sobie słowa męża: „Nie spiesz się. Masz tyle czasu, ile potrzebujesz.” Zmęczenie i upał nadal dawały się we znaki. Szłam więc bardzo powoli, jeszcze trochę oszołomiona podróżą. Mijały mnie odświętnie ubrani ludzie. Wszyscy szli w jednym kierunku.

Po chwili zobaczyłam niewielki drewniany kościół. Zupełnie się go tutaj nie spodziewałam. Byłam przecież na terenie ogrodu botanicznego.
Dopiero później doczytałam, że nie stał tam od zawsze. Ten kościół znajduje się dziś w obrębie Podlaskiego Ogrodu Botanicznego, ale został przeniesiony z miejscowości Grodzisk. To stara, drewniana świątynia, która przez ponad dwa stulecia zmieniała swoje funkcje i wyznania, aż w końcu została uratowana i ponownie złożona w nowym miejscu. Dziś pełni rolę miejsca nabożeństw w ogrodzie.
W tamtej chwili jednak widziałam tylko piękny, drewniany kościół w środku ogrodu. Pomyślałam, że zajrzę tylko na chwilę i zaraz ruszę zwiedzać ogród. Przecież po to jechałam tu „przez pięć lat”. W środku było pięknie. Wszędzie porozwieszane były zioła. Po chwili zorientowałam się, że właśnie rozpoczyna się msza święta.
Stanęłam i zaczęłam się zastanawiać – wyjść i wreszcie zobaczyć ogród, czy zostać? Zostałam.
I wtedy usłyszałam pierwsze słowa kapłana: „Dzisiejsza msza święta odprawiana będzie w intencji wszystkich zbieraczy ziół.”
Poczułam, jak wzruszenie zaczyna ściskać mi gardło… Bo w tym miejscu byłam pierwszy raz, a jednocześnie miałam wrażenie, jakbym była dokładnie tam, gdzie powinnam. Pięć lat próbowałam dotrzeć do tego ogrodu. Dwa razy się nie udało. A kiedy w końcu przyjechałam, nie wiedząc nawet, że tego dnia przypada Matki Boskiej Jagodnej i że w ogrodzie znajduje się przeniesiony, historyczny kościół, trafiłam w sam środek takiej uroczystości.
Więcej nie szukałam. Nawet nie bardzo pamiętam jakie rośliny lecznicze tam rosły. W tamtej chwili ogród przestał być celem podróży. Stał się tłem dla czegoś znacznie większego.



Podlaski Ogród Botaniczny – miejsce stworzone z miłości do roślin
Podlaski Ogród Botaniczny to przestrzeń, która łączy botanikę, kulturę i tradycję. To nie tylko kolekcja roślin, ale miejsce, w którym opowiada się historię relacji człowieka z naturą. Znajdziemy tu rośliny lecznicze, użytkowe, miododajne, ogród biblijny oraz liczne kolekcje roślin typowych dla polskiego krajobrazu. To także niezwykłe miejsce zielarskiej edukacji. Stworzone przez człowieka kochającego zioła.
Czasem to nie my szukamy…
Ogród zwiedziłam słabo. Święta Hildegarda i bertram obecni również w tym ogrodzie, sami mnie znaleźli. Więcej już nie szukałam. Wystarczyło mi, że tam byłam. Tego właśnie dnia. Bo czasami to nie my odnajdujemy miejsca. To miejsca odnajdują nas. Dokładnie wtedy, kiedy są nam potrzebne.

