Bazylia to jedno z tych ziół, bez których trudno wyobrazić sobie letnią kuchnię. Aromatyczna, świeża, pachnąca słońcem południa – idealnie komponuje się z pomidorami, czosnkiem i dobrą oliwą. W tym roku mam jej wyjątkowo dużo, bo obficie wysiałam ją na grządce w warzywniku, a dodatkowo mam krzaczki z doniczkowych sadzonek, które posadziłam wśród pomidorów.
Nic więc dziwnego, że w mojej kuchni króluje pesto. Przepis, z którego korzystam, pochodzi z jednej z moich ulubionych książek kulinarnych – „Forma obfitości” Laury Osęki. To wspaniała inspiracja, ale oczywiście ziołowa ręka zawsze doda coś od siebie.



Przepis na pesto bazyliowe
- duży pęczek świeżej bazylii właściwej (Ocimum basilicum, najlepiej własnej z ogrodu)
- garść uprażonych orzechów piniowych (ja za radą ze wspomnianej książki dodałam nasiona słonecznika)
- 2–3 ząbki czosnku
- kilka łyżek tartego parmezanu
- oliwa z oliwek extra virgin
- sól, pieprz do smaku
Wszystkie składniki miksujemy na gładką masę, dolewając oliwy do uzyskania pożądanej konsystencji. Gotowe pesto przekładam do słoiczka, przykrywam cienką warstwą oliwy i przechowuję w lodówce – spokojnie wytrzymuje kilka dni, nie tracąc świeżości ani aromatu.
Jak wykorzystać pesto?
Pierwszym pomysłem była prosta i przepyszna zapiekanka z warzyw z mojego ogrodu – cukinii i pomidorów, które skropiłam pesto i zapiekłam w piekarniku. Lekkie, aromatyczne danie, idealne na lato.



Ale pesto sprawdza się też znakomicie jako dodatek do makaronów, gnocchi, sałatek czy pieczywa. Ostatnio przygotowałam roladki drobiowe z pesto i żółtym serem – wyszły soczyste, pachnące i niezwykle smakowite. To świetny sposób na urozmaicenie niedzielnego obiadu.
Dzięki pesto bazylia w pełni pokazuje swoje możliwości – to nie tylko przyprawa, ale także roślina lecznicza, bogata w olejki eteryczne i dobroczynne związki wspierające układ pokarmowy. Warto o tym pamiętać, gdy sięgamy po świeże listki z krzaczka.



🌿 Zachęcam do pzrygotowania własnego pesto i sprawdzenia, jak wiele dań może odmienić ten zielony sos!
A na koniec jeszcze…
Krótka historia pesto
Pesto ma swoje korzenie we włoskiej Ligurii, a jego nazwa pochodzi podobno od włoskiego słowa pestare, czyli „ucierać”, „rozgniatać”. To właśnie od tradycyjnego sposobu przygotowania – ucierania składników w marmurowym moździerzu z drewnianym tłuczkiem – wzięła się nazwa sosu.
Najbardziej znana wersja, pesto alla genovese, powstała w Genui w XIX wieku, choć już dużo wcześniej Liguryjczycy używali podobnych past z ziół, oliwy i sera. Bazylia stała się jednak symbolem tego regionu, a wraz z oliwą, orzeszkami piniowymi, parmezanem i czosnkiem stworzyła klasyczną kompozycję, którą znamy dziś.
Z ciekawostek: pesto do dziś ma swoje święto – w Genui organizowany jest nawet Światowy Konkurs Pesto przygotowywanego w moździerzu. To potwierdza, że pesto to nie tylko sos, ale także element lokalnej tradycji i dumy kulinarnej.
A tak już całkiem na koniec:)
Bazylia i warsztaty zielarskie
Moździerz to często używane narzędzie na moich warsztatach zielarskich. Najczęściej przygotowujemy w nim aromatyczne ziołowe sole a tworzenie ich uwielbiają zwłaszcza dzieci. W tym roku planuję rozszerzenie scenariusza zajęć o sól ziołową bazyliową. Mam bazylii na tyle dużo (nareszcie!) by zrobić zapasy suszonej bazylii nie tylko do własnej kuchni ale też na potrzeby moich zielarskich zajęć.
Czujecie jak pachnie bazylią?
A tutaj zapraszam do mojego wpisu o innej równie niezwykle pachnącej roślinie leczniczej, którą także z powodzeniem możemy użyć do urozmaicenia codziennej kuchni czyli o szałwii lekarskiej. Wpis o szałwii.



