


Maj ma swój własny zapach.
Jest ciepły, miękki i wyraźnie słodki — i nie da się go pomylić z niczym innym, bo składa się z wielu nakładających się aromatów roślin, które właśnie wtedy ruszają z pełnią kwitnienia.
Dla mnie to przede wszystkim zapach lilaka, potem piołunu, a zaraz za nim cudownych kwiatów czarnego bzu.
I tegoroczne letnie wpisy zacznę od rośliny, którą większość osób zna jako krzew ozdobny, której zapach wszyscy uwielbiają a która potrafi zaskoczyć także w kuchni.
Lilak – nie tylko zapach ogrodu
Lilak pospolity (Syringa vulgaris) to krzew dobrze znany z wiejskich ogrodów i przydroży. Potocznie nazywany bzem, choć nie ma nic wspólnego z czarnym bzem (Sambucus nigra).
W zielarstwie nie jest to roślina pierwszoplanowa. Pojawia się raczej jako surowiec o ograniczonym zastosowaniu, nawet powiedziałabym, że nie jest znany jako roślina lecznicza. Za to jak pachnie to chyba wiedza wszyscy:)
Dziś coraz częściej traktuje się go nie jako klasyczne zioło, ale jako roślinę do doświadczeń smakowych i zapachowych.



„Herbata” z lilaka – co to właściwie jest?
To nie jest herbata w sensie klasycznym (ta pochodzi z Camellia sinensis)
To napar z kwiatów, które przechodzą wcześniej proces utleniania — często potocznie nazywany „fermentacją”, choć biologicznie nie jest to fermentacja właściwa.
W trakcie tego procesu:
- kwiaty ciemnieją
- zmienia się ich aromat
- pojawiają się nuty karmelowe, miodowe, lekko owocowe
To właśnie ten etap oraz późniejsze długie suszenie i leżkowanie nadają naparowi głębię.
Jak przygotowuję moją „herbatę” z lilaka
Kwiaty mojego lilaka zbieram w ciepły, słoneczny dzień – wtedy mają w sobie najwięcej zapachu.
Oddzielam same kwiaty (potrzeba tu dużo czasu i ogromu cierpliwości) i zostawiam je na kilka godzin, żeby mocno zwiędły i żeby opuściły je drobne „żyjątka”, które zawsze gdzieś się wśród nich kryją.
Potem zaczyna się najciekawszy etap.
Kwiaty dość ciasno układam w słoiku, ugniatam, mocno go zakręcam i… wkładam do zmywarki na czas mycia naczyń. To mój sposób na wykorzystanie ciepła – bez dodatkowego zużycia prądu.
Oczywiście można to zrobić inaczej – w piekarniku ustawionym na niską temperaturę albo zostawiając słoik na słońcu w naprawdę gorący dzień.
Po takim „zabiegu” kwiaty wyraźnie ciemnieją.
(warto dodać: przy tej metodzie kolor wyjściowy lilaka nie ma większego znaczenia, ja mam tyko krzewy o białych kwiatach)
Często mówi się o „herbacie fermentowanej” i taka nazwa już się przyjęła.
W rzeczywistości jednak zachodzi tu głównie proces utleniania (oksydacji), a nie klasycznej fermentacji — dodaję dla porządku i dla tych, którzy lubią precyzję.
Następnie rozkładam kwiaty cienką warstwą na papierowych tacach do suszenia. To dość wilgotny surowiec, więc wymaga uwagi – często nimi potrząsam i dbam o dobrą cyrkulację powietrza.
Kiedy są już całkowicie suche, po paru dniach, przekładam je do słojów. I przechowuje w ciemnym miejscu.
Można je też przechowywać w drewnianych skrzyneczkach.
Z czasem aromat dojrzewa, zmienia się i pogłebia.






Smak niezwykłości w filiżance
Napar z lilaka ma głęboki, ciemny kolor – bardziej herbaciany niż kwiatowy.
W smaku pojawiają się:
- nuty karmelowe
- miodowe
- czasem lekko owocowe
Ale najciekawsze jest to, że każdy odbiera go inaczej.
Na warsztatach spotykałam się z bardzo różnymi opisami – od „karmelowego”, przez „herbaciany”, aż po skojarzenia z kompotem z suszu.
To napar, który każdemu przypomina co innego!



Lilaki, które warto zobaczyć
Krzewów lilaka, tych pospolitych mamy wokół siebie wiele. Ale jeżeli ktoś chce zobaczyć lilaki w oszałamiającej ilości i kolorach w jednym miejscu, warto odwiedzić mój ulubiony i najbliższy ogród botaniczny czyli Arboretum w Wojsławicach.
W czasie kwitnienia kolekcja robi ogromne wrażenie – zarówno pod względem zapachu, jak i różnorodności odmian.
Strona Ogrodu Botanicznego Arboretum w Wojsławicach
(W ogrodzie tym, ku mojej wielkiej radości będę miała przyjemność 4 lipca 2026 poprowadzić warsztaty – tutaj szczegóły– a tego samego dnia po południu otwarty spacer zielarski.)
Na koniec
Lilak można traktować tylko jako ozdobę ogrodu.
Ale można też spojrzeć na niego inaczej — jak na roślinę, która pozwala zatrzymać maj w filiżance na trochę dłużej. I uwierz mi, takie „przygody” jak własne przygotowanie niecodziennej herbatki zupełnie zmieniają sposób patrzenia na przyrodę! Własne doświadczenie pracy z roślinami pogłębia to spojrzenie, uwrażliwia na naturę i napełnia wdzięcznością za obecność tylu skarbów wokół.




